Zmiany, zmiany, zmiany – podsumowanie 2018!

Chciałabym powiedzieć, że miniony rok był dobrym rokiem – niestety. To był średni czas. Zły pod względem prywatnym, za to bardzo dobry pod względem zawodowym. Wszystko co się wydarzyło przez ostatnie 12 miesięcy dużo mnie nauczyło i bez względu na to co się działo, nie żałuję niczego. Najważniejsze to życie w zgodzie z samym sobą, tego się trzymałam i będę trzymać. Nie lubię życia w klatce pod czyjeś dyktando, dużo lepszym rozwiązaniem jest kompromis, jednak gdy się nie uda go osiągnąć trzeba dokonać radykalnych zmian. Uwierzcie zmieniło się naprawdę wiele! Teraz będzie lepiej

 

Styczeń/ Luty

Coś w tym jest – gdy nie układa się w życiu prywatnym, to zawodowo pniesz się po szczeblach w mgnieniu oka. Nigdy nie byłam typem karierowiczki, za bardzo sobie ceniłam spokojne rodzinne życie, a raczej marzyłam o stworzeniu takiej bezpiecznej przystani. Nie za dobrze wspominam swój rodzinny dom  i panującą tam atmosferę, więc nic dziwnego, że ciągle dążyłam do tego, czego nigdy nie miałam. Los niestety postawił na mojej drodze kogoś, z kim nie było możliwe spełnienie najskrytszych marzeń. Uciekłam w naukę i pracę. Wzięłam sobie na głowę wszelkie możliwe obowiązki na uczelni, żeby zagłuszyć myśli i przestać marzyć. Możecie sobie wyobrazić jak to się skończyło dla mojej psychiki… Zawodowo kwitłam, rozwijałam się, poszerzałam horyzonty, a wewnętrznie byłam zrujnowana i bardo nieszczęśliwa. Na uczelni zapominałam o problemach, a gdy wracałam do domu, miałam ochotę jedynie spać. Ciężko było… Jednak to z czego jestem dumna, to konferencja i sympozjum naukowe, które miałam przyjemność współorganizować.  Podczas sympozjum „niech(!) żyje SZTUKA?” wygłosiłam swoją pierwszą prelekcję pt:. „Koniec Sztuki – Sztuka dla Świata Sztuki”. Oj, stres był i to ogromny, ale prawda jest taka, że strach ma wielkie oczy. Dużo radości mi dały słowa uznania po sympozjum i nawet udzieliłam pierwszego wpisu dla studentki – doktorantki (Edyta, do dziś wspominam ten dzień z uśmiechem na twarzy 🙂 ). Tydzień później nastąpiło uroczyste otwarcie nowej przestrzeni na uczelni – PATIO.  W lutym natomiast współorganizowałam konferencję „Bezinteresowność jest skupieniem” – możecie o tym przeczytać w artluk nr 1/2018 [TU] (Pani Jolanto dziękuję za uznanie!). Poznałam wyjątkowych ludzi, a praca nad konferencją pozwoliła zdobyć kilka nowych umiejętności, które na pewno przydadzą się w przyszłości.

Fot. Bartosz Żukowski, ASP Gdańsk

 

Marzec/ kwiecień

Najważniejszym wydarzeniem w marcu był koncert Pawła Domagały <3 Ach, co to był za wieczór. No i jak to ja – wieczna optymistka – myślałam, że prywatnie zaczyna się układać. Nadzieja matką głupich, jak to mówią 😛 W kwietniu znów się zawaliłam robotą, siedziałam do późna na uczelni i przygotowywałam wyjazd koła naukowego do Florencji – oczywiście wszystko było owiane wielką tajemnicą, tylko kilka osób wiedziało, że grupa wybrańców znów wybiera się w podróż.

 

Maj

Kolejny bardzo pracowity miesiąc. Jeśli ktoś myśli, że wyjazd do Florencji to były wakacje, gdzie prażyliśmy się w słońcu popijając Aperol to jest w dużym błędzie. Owszem, był czas na odpoczynek i na drinka, ale każdy dzień to był ogrom pracy – mieliśmy napięty grafik, chcieliśmy jak najwięcej zwiedzić, a każdy nasz krok był oczywiście skrupulatnie dokumentowany. Dość śmieszną sytuacją było jak jeden z uczestników wycieczki się śmiał, że ja i telefon to jedno. Z boku faktycznie mogło to tak wyglądać, jakbym była uzależniona od telefonu. A ja od rana do wieczora robiłam dokumentację fotograficzną, notowałam i na bieżąco udostępniałam nasze poczynania na fanpage’u koła naukowego, a w chwilach przerwy ogarniałam kilka rzeczy do wystawy, w której brałam udział zaraz po powrocie do kraju. Jak się domyślacie nie było nawet mowy o odpoczynku, gdy już znalazłam się w domu – zarywałam nocki pracując nad rzeźbą… Deadline’y działają na mnie bardzo motywująco, w bardzo krótkim czasie dokonuje rzeczy – wcześniej  mogłoby się wydawać – niemożliwych. A efekt? Efekt to chociażby Międzynarodowa Wystawa Sztuki Współczesnej z moim udziałem [TU]😀

Dzwonnica Giotta, Florencja, Toskania, Włochy

 

Czerwiec

Tu się nagle ocknęłam, że właśnie kończy się rok akademicki – sesje zdałam raz dwa, ale jak to bywa na ostatnim roku, na sesji się nie kończy i to był mój największy dramat – muszę przyznać – odpuściłam sobie dyplom. Nie mogłam się zabrać do pisania pracy, po raz pierwszy w życiu zabrakło mi pomysłu, jak ugryźć wybrany temat, a każdy wcześniejszy pomysł wydawał mi się totalną beznadzieją. Ewidentnie potrzebowałam odpoczynku, resetu po tym wszystkim co się działo – decyzja: bronię się we wrześniu. W czerwcu zaczęłam też pracę(jak na tamtą chwilę bardzo fajną i kreatywną, a tak szczerze to lepiej wymazać ten epizod z pamięci :P).

 

Lipiec/ Sierpień

Zaczęły się wielkie zmiany. Po roku(może ciut mniej), odkąd zaczęły się problemy w moim związku, teraz definitywnie doszło do rozstania. Trochę bolało, przez chwilę nawet tęskniłam, a później zdałam sobie sprawę, że trzeba było to zakończyć już na samym początku. Było kilka takich sytuacji, kiedy zapalała mi się czerwona lampka, a ja głupia ją gasiłam. Cóż, było minęło i bardzo dobrze, bo chwilę później pojawił się ON – M. – i wywrócił moje życie do góry nogami. Już dawno się tak nie cieszyłam życiem.

 

Wrzesień

Termin obrony zbliżał się wielkimi krokami. Część artystyczną miałam już gotową, a z częścią teoretyczną nadal walczyłam. Przekonałam się w tamtej chwili jak ważne jest wsparcie – godziłam pracę zawodową, pisanie magisterki i życie prywatne. No i udało się! Pod koniec września celująco obroniłam tytuł magistra sztuki na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Zamknęłam kolejny etap edukacyjny za sobą; byłam z tego powodu szczęśliwa i nieszczęśliwa jednocześnie. Cieszyłam się, że mam już studia a sobą, ale smuciło mnie, że już nie będę każdego dnia spędzać w gronie tych, który dodają skrzydeł do działania.

Isabell Florkovska, (som)aestetyka, 2018

 

Październik

Stuknęło mi 25 lat. Chciałam tyle osiągnąć do tego czasu i już od 24 urodzin się wkurzałam, że życie inaczej się potoczyło niż planowałam. Nie zawsze da się wszystko mieć na zawołanie, takie uroki życia. Jednak teraz zapanował u mnie spokój, odpuściłam. Wiedziałam, że to co już osiągnęłam to też jest dużo i nie ma sensu się porównywać do innych, bo mimo, że mają oni to, o czym ja tak bardo marzyłam, to mają tylko to i nic więcej. Postanowiłam się cieszyć tym co mam, chodziłam do pracy, a każdą wolną chwilę spędzałam z M.

 

Listopad/ Grudzień

Po raz kolejny przekonałam się, że wiek to tylko liczby. Nie ma co się łudzić, że ludzie w wieku 30, czy nawet 40 lat są dojrzali i odpowiedzialni. O tym nie świadczy wiek, a decyzje jakie podejmujemy. Życie to sinusoida, czasem słońce, czasem deszcz, a nawet huragan. Szczęśliwe chwile odeszły do szufladki wspomnienia i musiałam stawić czoła nowym wyzwaniom, dokonać ciężkich wyborów i poskładać życie na nowo. Znalazłam w sobie siłę do walki o lepsze jutro i wierzę, że to co najgorsze już minęło. Życie nie zawsze jest usłane płatkami róż, czasem na naszej drodze pojawiają się tez kolce. Najważniejsze, to iść przed siebie i wierzyć. Po każdej burzy wychodzi słońce – pamiętajcie!

A co w 2019? Na pewno będzie to rok wielkich zmian i wielu nowych wyzwań. Nie piszę sobie żadnych planów ani postanowień, będzie co będzie. Nie zawsze będzie łatwo i kolorowo, ale będzie lepiej.
Kochani życzę  Wam oczywiście wszystkiego co najlepsze!  
I mam dla Was filmik Noworoczny z życzeniami w kilku językach [TU] – uśmiech na twarzy gwarantowany!