PRIVATE

Trójmiasto. To nie było miejsce dla mnie.

Trójmiasto. To nie było miejsce dla mnie. Przyjeżdżałam często do wujka, do Gdańska. Znałam już sporą część miasta, a mimo to, nie czułam się tu jak w domu. Chwilowe pobyty były ok, jednak na dłuższą metę, to nie było miejsce dla mnie. Przyjeżdżałam, bo tu był wujek, który jest niczym mój starszy brat. Oczywistym jednak było dla mnie, że na studia się tu nie wybiorę. Nie i koniec. Chciałam życia w większym mieście, wśród wieżowców, gdzie życie toczy się 24 godziny na dobę. Chciałam do Warszawy. Stolicę znałam i kochałam od urodzenia. To tam zawsze chciałam żyć, a jednak wybrałam Trójmiasto. To nie było miejsce dla mnie, a dziś za nim tęsknię.

Decyzję o studiach w Trójmieście podjęłam w ostatniej chwili, zmuszona sytuacją. Bo bliżej, bo taniej, bo jest wujek, który w razie czego, pomoże. Zamiast zawieźć papiery na UW, zaczęłam szukać interesującego kierunku w nowej lokalizacji. Znalazłam i podpisałam cyrograf na 3 lata. Oczywiście ciągle miałam w planie Warszawę – na magisterkę, na doktorat, na resztę życia. A teraz? Teraz nie wyobrażam sobie życia bez Trójmiasta. Warszawa też ma swoje miejsce w moim sercu, chętnie tam jeżdżę. Może kiedyś tam zamieszkam, ale wiecie co? Trójmiasto powoli dorównuje Stolicy – pojawiły się wieżowce, monumentalne przeszklenia sięgające od ziemi, aż do chmur. Wcześniej tego nie zauważałam, ale tu też można żyć na pełnych obrotach.

Przez 6 lat studiując na czterech uczelniach wyższych(jedynie trzy ukończyłam) zżyłam się z tym miejscem. Zdobyłam wykształcenie, nawiązałam dość znaczące znajomości. Tu miałam swoją pierwszą pracę. Tu poznałam ludzi, którzy odmienili moje życie. To właśnie tu uczyłam się życia, dorosłam do tego momentu, że przestałam się bać własnego cienia. Tu przeżyłam największe miłosne wzloty i upadki, chodziłam roześmiana od ucha do ucha i płakałam, gdy nie układało się tak jak powinno. Wcześniej uciekałam przed wszystkim, przed znajomymi, przed rodziną, a nawet przed samą sobą. Teraz wiem, że to był błąd, a zamieszkanie w Trójmieście okazało się być jedną z najlepszych decyzji w życiu.  To właśnie ludzie powodują, że pewne miejsca są magiczne, że czujemy się dobrze, tam gdzie jesteśmy.

Szczerze myślałam, że już zostanę w Trójmieście na stałe, założę rodzinę, a Mazury będą tylko na chwilę, w sam razu by odpocząć od miejskiego zgiełku. Ułożyło się inaczej. Wróciłam w rodzinne strony. Czyżby tak właśnie miało być? Przecież to nie było miejsce dla mnie! Może to właśnie dlatego tak się ułożyło a nie inaczej? Może… Jednak gdy tylko mogę, jadę do Gdańska, do Gdyni, ładuję baterie i wracam na spokojną mazurską wieś(a uwierzcie, że za długo na wsi nie wytrzymuje!).

Nie wiem, co będzie za rok, dwa, pięć, dziesięć. W głowie mam tysiąc pomysłów, co dalej i gdzie. Jak będzie, czas pokaże, a tym czasem tęsknię, za Trójmiastem!

Na koniec mam dla Was całkiem pokaźną porcję zdjęć  <3 Zapraszam <3

Miłego dnia Wam życzę  <3