LIFESTYLE, MOMLIFE, PRIVATE

Poród. Zdecydowanie najpiękniejszy dzień w życiu!

Poród. – „Nie da się przeoczyć porodu”, „Będziesz wiedziała, że to JUŻ” – Hahaha. Wiecie jak wierzyłam w te słowa? I do tego te opowieści, żeby liczyć częstotliwość skurczy i ruszać do szpitala, gdy będą regularne, co 10 minut? Dziś, z własnego doświadczenia mogę śmiało powiedzieć – „możesz nie wiedzieć, że to JUŻ”. Dlaczego? Jak to u mnie było? Jak przebiegał poród? I dlaczego  jest to najpiękniejszy dzień w moim życiu?  Zapraszam Was do przeczytania relacji z porodu.

Był wtorek, 25 czerwca.

Od prawie 2tygodni wyczekiwałam porodu, mimo że termin miałam na 7 lipca (na ostatniej wizycie, od mojej ginekolog usłyszałam, że w ciągu tygodnia urodzę, a 2tygodnie to już takie maksimum czasu w moim stanie). Siedziałam jak taka kwoka i czekałam. Raz czułam się lepiej, raz gorzej. W sumie od jakiś trzech dni chodziłam z myślą, to się za chwilę wydarzy, ale czekałam na jakieś książkowe objawy. Nic… Wracając do historii – o godzinie 17 wybrałam się do sklepu – miałam ogromną ochotę na ciemne cytrynowe (zakochałam się w tym piwie 😛 ). Najpierw wizyta w piekarni i podwójna porcja sorbetu z mango, później zakupy w sklepie, a w drodze powrotnej telefoniczna rozmowa z mamą! I tu zaczyna się już akcja porodowa (o czym uświadomiono mnie dopiero w szpitalu). Gadam sobie z moją mamuśką, coraz wolniej idę, nagle nie mogę się wcale ruszyć, paraliż całego układu ruchowego. Stoję tak sobie chwilę, czekam, aż minie (i nadal gadam z mamuśką). Do domu wróciłam chwilę po 18! (sklep i piekarnie mam 5minut drogi od domu – a nie wracałam przez Gdańsk Wrzeszcz, tylko najkrótszą ścieżką między blokami)

Wróciłam do domu, położyłam się i przeglądałam Insta. Chwila drzemki, później jakieś jedzonko, a na deser kawa i coś słodkiego. Jadłam niechętnie, brakło mi apetytu. Gdy siedziałam nic mi nie dolegało, ale gdy tylko wstawałam na równe nogi, dostawałam paraliżu! Skurczami bym tego wtedy nie nazwała. Ale wszystko trwa do czasu… Jakoś od ok. 20 coś zaczynało mnie pobolewać w podbrzuszu, raz mocniej, raz słabiej, nie umiałam tego nazwać. No to co? Szybka wiadomość do koleżanki, która niedawno urodziła i odpowiedź: „to przepowiadające, będziesz wiedziała jak się zacznie, bo będą regularne skurcze”. Guzik prawda! Z zegarkiem w ręku liczyłam i było: 30, 20, 25, 20, 15, 30, 20, 25… eeee? Wybiła północ, a ja dalej się tak miotałam i nie wiedziałam co robić, jak interpretować te nieregularne ale już cholernie nieznośne bóle. W końcu postanowiłam pojechać do szpitala, żeby chociaż sprawdzili czy wszystko z małą w porządku.

Szpital

Do szpitala dotarłam o 1 w nocy. Poszłam na badanie i po chwili słyszę: „Czemu tak późno Pani przyjechała, mamy połowę akcji porodowej, czuć już główkę. Wzywam zespół lekarski”. Szok! Nie wierzyłam w to co słyszę. Położna zaprowadziła mnie do mojej sali(a raczej pokoju), podłączyła do KTG, podała gaz i co chwila donosiła wodę. Gaz rozweselający to mega fajna sprawa! Co prawda, na początku trochę wysusza drogi oddechowe, ale częste picie wody niweluje ten dyskomfort.

Jakoś o 2 w nocy przebrałam się i trafiłam na salę porodową. Czekała tam na mnie gorąca kąpiel, a w tle leciała relaksacyjna muzyka. Marzenie!  Od razu poczułam się lepiej. W wannie spędziłam jakieś dwie godziny – przez cały ten czas wdychałam gaz. Mogłam się poczuć jak na wakacjach, jedynie drinka z palemką brakło. Z ręką na sercu mogę Wam powiedzieć, że to był najprzyjemniejsze chwile – prawdziwy relaks przed akcją właściwą. Bóle całkowicie wtedy odpuściły, a gaz dał mi taki odlot, że jedynie różowych jednorożców brakowało dookoła mnie 😀



Gdy czas kąpieli dobiegł końca, pojawił się lekarz anestezjolog. Było trochę zabawy z podaniem mi znieczulenia – w miejscu, gdzie lekarz musi się wbić z igłą, ja mam akurat łaskotki… Trochę się tam powyginałam na boki nim się udało. Zanim znieczulenie zadziałało, czułam co jakiś czas ból, później już nic. Znieczuliło mnie na tyle, że nawet nóg nie czułam (powstałe odrętwienie było zbawienne po porodzie, przez pierwszą dobę nie potrzebowałam leków przeciwbólowych). Minus #1 tego był taki, że lekarz z położną musieli mi mówić, kiedy jest skurcz; #2 jakbym zapomniała o tym, że rodzę, ciągle powtarzałam, że chce mi się spać 😀 Coś w stylu: „Doktorze zróbmy przerwę, wyśpię się to dokończymy” 😀 Zapewne muzyka w tle wprowadziła mnie w taki stan.



Ogólnie mogłabym powiedzieć, że mój poród przebiegał idealnie, tak jak to zaplanowałam i zapisałam dwa tygodnie wcześniej w planie porodu. Jak to w życiu bywa, problemy pojawiają się w najmniej oczekiwanym momencie. Co prawda, nie było u nas żadnych komplikacji, znieczulenie zadziałało i ból był minimalny, ale… no właśnie, jest to jedno ale. Już w ciąży co jakiś czas dokuczał mi ból prawej pachwiny i właśnie na ostatnie minuty porodu się pojawił, a na to znieczulenie nie zadziałało, niestety. Na szczęście trwało to tylko chwilę i całkowicie odpuściło gdy Miśka pojawiła się na świecie.

Po 9 miesiącach noszenia tej kruszyny w brzuchu, nareszcie mogłam ją przytulić. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tak bardzo oszaleję na jej punkcie!

Mia Michalina przyszła na świat w Szpitalu SWISSMED w Gdańsku o godzinie 6:20 26 czerwca 2019. Miała 56cm i 3500g.

To zdecydowanie najpiękniejszy dzień w życiu!


Podczas porodu opiekowali się mną: położna, lekarz ginekolog i lekarz anestezjolog wraz z asystentką.

Fakt, że natura sprytnie to ukształtowała, że gdy dostajesz dzieciątko, zapominasz całkowicie o tej chwili bólu i dyskomfortu, który jeszcze przed chwilą był odczuwalny. Cały ból podczas porodu mogę porównać do bólu podczas okresu, a dyskomfort związany z delikatnym nacięciem krocza (miałam założone dwa szwy – a miejsce nacięcia było praktycznie niewyczuwalne, gdyby nie wystające szwy) do tego jak funkcjonowałam chwilę po zrobieniu tatuażu (tj. siedzenie na jednym pośladku). Zaznaczam, że jestem osobą o bardzo niskiej tolerancji bólu, a każdy okres był dla mnie wręcz walką o życie. Gdyby nie znieczulenie, poród drogami natury nie wchodziłby w grę… a ja bardzo chciałam urodzić w ten sposób, bo wiedziałam, że ma to zbawienne skutki dla zdrowia dziecka.

Po porodzie

Czułam się rewelacyjnie. Już trzy godziny po porodzie chciałam wstać, iść pod prysznic i cieszyć się dniem. Lekarz zalecił, żebym jeszcze odpoczęła z dwie godziny. Nawet nie wiecie jak mi się ten czas dłużył – tak bardzo chciałam się ogarnąć i wyglądać jak człowiek 😀

Chciałabym, aby każda kobieta mogła z radością wspominać dzień narodzin swojego dziecka. Wierzę, że nadejdzie taki dzień, że standard opieki okołoporodowej w każdym szpitalu będzie na bardzo wysokim poziomie i, że będzie to opieka dostępna dla każdego bez ponoszenia jakichkolwiek opłat. Niestety obecnie, takich pięknych historii porodowych jest niewiele, a te które słyszałam są wiązane głównie z prywatnymi klinikami.