Blog, Life, LifeStyle

Wyzwanie blogowe z fashionable.com.pl

Raz na jakiś czas lubię wziąć udział w wyzwaniu.  Dość selektywnie podchodzę do tematu, nie rzucam się na każdą akcję, a jedynie na te, w których widzę głębszy sens, a dokładnie szansę, aby czegoś się nauczyć. Człowiek uczy się całe życie i tak też potraktowałam wyzwanie blogowe  Ani z bloga fashionable.com.pl. Celem wyzwania  było rozwinięcie swoich blogów, czyli zmobilizowanie się do systematycznego pisania i udostępniania treści, przy założeniu, że dobrze będzie jeśli we wrześniu ukaże się 15 wpisów na naszej stronie. Jak mi poszło? Czego się nauczyłam? Jakie wyciągnęłam wnioski na przyszłość?

Na bloga fashionable.com.pl trafiłam w 2015 roku i przepadłam bez reszty. Piszę to szczerze, tak jak było, beż żadnego słodzenia. Zresztą, sami sprawdźcie, zajrzyjcie do Ani, a sami się przekonacie, że na jednej wizycie się nie skończy. Gdyby wyzwanie było organizowane przez kogoś innego, raczej nie wzięłabym udziału. A tu, weszłam w to bez najmniejszego ale. Wiecie co mnie najbardziej przekonało? Ania zwróciła uwagę na bardzo ważną rzecz, o której wiele osób zapomina i ja też się na to dałam złapać. Blog jest w 100% nas, to my go tworzymy, tu nie ma algorytów wyświetlania, a wszystko co udostępnimy jest i będzie. Zamiast tworzyć na blogu, poświęcamy czas na Instagram. W pewnym stopniu jest to zrozumiałe. Zdjęcia można dodać w ułamku sekundy, do tego krótki opis i gotowe, a nad wpisem na blogu trzeba trochę popracować, pomyśleć i przygotować adekwatne zdjęcia. Tylko, że z drugiej strony, Instagram jest tam przesycony treściami, że to co tworzymy szybko ginie w tłumie. Sama nieraz chciałam wrócić, do konkretnego wpisu i zanim go znalazłam, przeczytałam wszystkie po kolei, które dodawałam…

DLACZEGO?

Wyzwanie blogowe potraktowałam jako szansę na powrót do pisania. Była motywacja, bo jednak zdeklarowałam się publicznie, że dołączam do akcji, a to zobowiązuje bardziej niż składanie obietnic samej sobie. Nie nastawiałam się na dobicie do 15 wpisów w miesiącu. Nie chciałam pisać nic na siłę, byle by tylko było. Wybrałam te tematy, które na bieżąco mnie dotyczą i na które, od jakiegoś czasu zbierałam już materiał.

ILE?

Nie liczę do wyzwania  pierwszego wpisu na samym początku września. Postów podpisanym pod wyzwanie było 5. Ktoś może powiedzieć, że mało i nie ma się czym chwalić. Nie chwalę się. Szczerze podsumowuję wrześniowe wyzwanie. Osiągnęłam pułap 1/3 wyzwania. Jestem z tego dumna, bo w porównaniu do poprzednich miesięcy, to jest ogromny postęp. Poza tym biorąc pod uwagę ilość spraw jakie wzięłam sobie na głowę, w obecnej sytuacji, mając zaledwie trzymiesięczną córeczkę, to jest to postęp do kwadratu.

CO JESZCZE?

Wyzwanie blogowe dało mi coś jeszcze. Zmusiło mnie do przeanalizowania mojej strony, jej wyglądu, układu, treści i ogólnego celu, jaki miałam kiedyś, a który niekoniecznie pokrywa się z sytuacją obecną. Gdy prowadzisz swoją stronę, odzwierciedla ona to, czym się zajmujesz na co dzień, co Cię interesuje, co dzieje się w Twoim życiu. Moje życie przez ostatnie lata bardzo się zmieniło. Od czasów, gdy bardzo chciałam pisać, ale przeszkadzało to mojemu obecnemu partnerowi i wszystko zastygło w miejscu, aż do momentu, gdy nie wiedziałam już o czym pisać, bo nie byłam wstanie uchwycić nic pozytywnego w sytuacji, w jakiej się znalazłam. Przy okazji wyzwania, zmieniłam wygląd bloga, odświeżyłam to co zakurzone, wyrzuciłam mało estetyczne treści. Przejaśniało, jest lepiej. Mam nadzieję, że jeszcze lepiej będzie.

CO DALEJ?

Ten blog to moje miejsce, dzielę się tu z Wami kawałkiem swojego życia, szczerze, bez owijania w bawełnę. Gdy jestem zadowolona, nie ukrywam swojego szczęścia, gdy coś mnie boli, też jasno o tym mówię. Chciałabym aby każdy mógł znaleźć tu coś dla siebie, ale wiadomo wszystkich się uszczęśliwić nie da. Niemniej dobrze by było, gdyby zaglądały tu tylko pozytywne osoby, nie pałające zazdrością, nie hejtujące. Co do treści, na pewno będzie dużo mamusiowych tematów. Cóż, takie życie. Jestem matką i to z pewnością wpłynie na wygląd tej strony.

Jak niektórzy już wiedzą(głównie z Instagrama) wychowuję córeczkę w pojedynkę i całkiem nieźle daję sobie radę. Często słyszę, jak udaje mi się nie zatracić siebie i ogarniać tak wiele spraw na raz, podczas opieki nad córcią. Da mnie to nic nadzwyczajnego, ale faktycznie kogoś może dziwić moja podzielność uwagi i dyspozycyjność w tym wyjątkowym czasie. Stąd też uznałam, że podzielę się swoimi patentami na samotne macierzyństwo i z pewnością o tym będzie dużo wpisów. Wiem, że jest wiele kobiet samotnie wychowujących dzieci, niektóre zmuszone sytuacją, a inne z własnego wyboru. Jednak bez względu na okoliczności, każda miewa gorsze chwile, szuka wsparcia. Chciałabym serią moich wpisów trafić właśnie do tych kobiet, choć prawdę mówiąc każda mama może znaleźć w sobie te siłę, by pomimo  bycia matką, nadal być kobietą i walczyć o swoje marzenia. Przecież szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko, zatem kobietki o siebie też musimy zadbać, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie.

WYZWANIE NADAL TRWA!
NOWY MIESIĄC = NOWE WPISY
DOŁĄCZ  I ROZWIŃ SWOJEGO BLOGA

plecak_worek_grecja_plaża_latarnia_morska