Poród prywatny! Jeśli już rodzić, to tylko w ten sposób! Poród w SWISSMED – Dlaczego?

Odkąd pamiętam, na samą myśl o porodzie, przechodziły mnie ciarki. Bałam się. Gdyby to było takie proste i przyjemne, to każda kobieta z łatwością i uśmiechem na twarzy by opowiadała o przebiegu akcji porodowej. Niestety. Najczęściej słyszy się, że kobiety mają traumę i nie chcą wracać pamięcią do tych chwil. Do tego dochodzi standard opieki okołoporodowej, który mimo wielu zmian w ostatnich latach, nadal jest na żenująco niskim poziomie. Jedyne znane mi uśmiechnięte, świeżo upieczone mamusie to gwiazdy, które rodziły w prywatnych klinikach. Ale czy trzeba być gwiazdą z pierwszych stron gazet, aby rodzić prywatnie? Nie!

Nie chciałam, aby dzień narodzin mojego dziecka, który powinien być szczęśliwym dniem, był jednocześnie najbardziej traumatyczną chwilą w życiu. Bałam się porodu nie będąc w ciąży, więc wyobraźcie sobie mój strach przed tą chwilą, gdy dowiedziałam się o ciąży… Wszystkie znaki na niebie wskazywały, że będę przeklinać dzień porodu… Samotna ciąża, niewypłacalność pracodawcy, problemy z ZUSem, a na głowie cała masa zobowiązań finansowych… Mimo to, zdecydowałam! Choćby się waliło i paliło, rodzę prywatnie. W ciąży wylałam wystarczająco dużo łez, nie chciałam, aby ten stan ciągnął się w nieskończoność.

Dlaczego tak? Co dokładnie mną kierowało?

Podjęłam bardzo świadomą decyzję. Tu nie chodziło o szpan, czy fanaberie. Potraktowałam to jak inwestycję w lepsze jutro, w dobry początek macierzyństwa, szczęście i przede wszystkim zdrowie moje i mojej córki.

  • Pomimo strachu jaki odczuwałam, chciałam rodzić naturalnie, a nie mieć cesarkę na życzenie.
  • Nie jestem odporna na ból więc chciałam mieć dostęp do wszelkiego typu środków znieczulających bez sytuacji, że rodzę w nieodpowiedniej godzinie, bo anestezjolog już poszedł do domu, albo właśnie asystuje przy innym porodzie.
  • Nie chciałam być workiem treningowym dla kogoś kto minął się z powołaniem i zamiast zostać rzeźnikiem, został lekarzem.
  • Chciałam, aby respektowano mój plan porodu i, żeby wszystko faktycznie przebiegało wedle spisanych zasad opieki okołoporodowej.
  • Nie mogłam liczyć na wsparcie partnera, na jego obecność w tej chwili i reakcję, w chwili nagannego zachowania ze strony personelu medycznego.
  • Pomimo braku partnera, chciałam mieć możliwość porodu z osobą towarzyszącą.
  • Chciałam mieć pewność, że nikt nie będzie ryzykował zdrowia i życia naszej dwójki.
  • Nie chciałam sytuacji, że zacznę rodzić, a szpital do którego pojadę, odeśle mnie, bo nie mają miejsc…
  • Nie chciałam sytuacji, że pomimo braku wskazań, zostanie mi wykonana cesarka, tylko dlatego, że NFZ więcej za nią płaci, a szpital jakoś zarabiać musi.
  • Chciałam mieć zapewnione 100% prywatności i poszanowania ciała.
  • Nie chciałam być pozostawiona sama sobie z dzieckiem w pierwszych chwilach po porodzie.

Jak moje oczekiwania miały się do rzeczywistości?

Od chwili, gdy już było pewne, że rodzę w Szpitalu SWISSMED w Gdańsku, przestałam się bać porodu. Dość jasno określiłam na czym mi zależy, czego oczekuję, a czego sobie nie życzę. Wszystko poszło zgodnie z planem. A sam pobyt w szpitalu, choć wiedziałam, że będzie dobrze, zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Było jeszcze lepiej niż sądziłam. O szczegółach całej akcji porodowej możecie przeczytać tu – klik! 🙂

Dlaczego milczałam, a o wyborze powiedziałam po fakcie?

Byłam decydowana co do miejsca narodzin córki, a mimo to nie chwaliłam się tym na prawo i lewo. Wiedziała garstka najbliższych i zaufanych osób. Raz popełniłam błąd i się przyznałam. Efekt? „Głupia jesteś, że chcesz tam rodzić”, „Nie szkoda Ci kasy na taką fanaberię?”, „A co to za różnica, czy państwo, czy prywatny?”, „Luksusów Ci się zachciało, jakoś inne rodzą w normalnym szpitalu i nic im nie jest”, „Mnie było stać i się nie zdecydowałam”. Dziś już wiem, że jedyna słuszna odpowiedź na te wszystkie teksty to: „A spier…. lalalalalaj” 🙂
I dlatego też schowałam swoją decyzję dla siebie. Gdy ktoś pytał, odpowiadałam wymijająco. Nie chciało mi się nikomu tłumaczyć dlaczego tak i do tego słuchać zgryźliwych komentarzy.

Teraz, po fakcie, mam gdzieś kto co sobie pomyśli. Większość patrzy tylko na fakt, że to dużo kosztuje i jest oczywiście mierzenie wzrokiem, zazdrość. Nikt jednak nie zainteresuje się co dokładnie jest w ofercie takiego szpitala/kliniki. Pewnych rzeczy się nie powinno przeliczać na pieniądze. Ja chciałam mieć pewność i wewnętrzny spokój, że wszystko będzie dobrze. Tylko to się dla mnie liczyło. Pieniądze były drugorzędną kwestią. Zresztą ludzie obecnie wydają kolosalne pieniądze na totalne pierdoły, a życie swoje i dziecka do tej kategorii nie należy.

Miałam szczęście, że udało mi się tam rodzić. Miałam szczęście, że Szpital SWISSMED w 2018 roku na nowo uruchomił oddział położniczy. Gdyby tego nie zrobili, pewnie szukałabym innego takiego szpitala. Pewnie jechałabym do Warszawy do MEDICOVER.

Myślę, że mój wybór miał duży wpływ na to w jakim tempie dochodziłam do siebie po porodzie. Ogólnie dobre samopoczucie, dzięki czemu byłam w stanie sama zająć się córeczką. Nie dopadło mnie żadne baby blues ani depresja poporodowa.